expr:class='"loading" + data:blog.mobileClass'>

15 sierpnia 2017

Lust for life


Minęło 9 miesięcy. Jeśli ktoś zastanawia się, czy u mnie coś się zmieniło przez ten niechlubny okres absencji na blogu - odpowiem, że moja waga ulegała przez ten czas wahaniom tylko pod wpływem nadmiernej ilości pochłanianych lodów i pizzy. Mówiąc krótko - wszystko po staremu. Wraz z nadejściem lata, wyższych temperatur i... wyprzedaży w głowie zaczęło pojawiać się więcej pomysłów na stylizacje i czuję, że w końcu nadeszło przebudzenie z zimowego snu, który potrwał trochę dłużej niż zwykle. Śpioch ze mnie straszny - i dosłownie, i w przenośni. 

O wyjeździe na Sycylię marzyłam od dłuższego czasu. Oczami  wyobraźni widziałam siebie spacerującą ulicami Palermo i podziwiającą tamtejsze architektoniczne perełki. Jak to zazwyczaj bywa, nawet jeśli trafimy do grona szczęśliwców, których marzenia się spełniają, to nie całkowicie, a w 99%. W każdym razie nadzieję na ziszczenie się w przyszłości tego jednego procenta, czyli mojej wizyty we wspomnianym wcześniej mieście, dało mi morze, porywając pewnego dnia wysłużone klapki, które niejedną plażę już widziały. Wierzę, że nie bez powodu i rzeczywiście kiedyś tam wrócę!

Póki co zostawiam Was chyba z ulubioną serią zdjęć z lipcowych wczasów. Ich kolory idealnie oddają klimat tej niezwykle słonecznej wyspy. 
Do zobaczenia wkrótce!







ph. my Mum
H&M dress, hat | Zara bag | Reserved necklace | Lidl flip-flops

15 grudnia 2016

Tomorrow never knows


Tak, moja jesienna wersja istnieje. I chociaż odnalazłam ją niewiele czasu przed rozpoczęciem kalendarzowej zimy, z nieskrywaną ulgą przyznaję, że czuję się z nią bardzo dobrze. Jest ciepła, przyjemna i w neutralnych barwach. Twardo stąpa po ziemi na wysokich obcasach (a raczej truchta na pociąg, który zawsze przyjeżdża te 2 minuty za szybko, haha) i stara się nie przejmować niesprzyjającymi okolicznościami przyrody - niestraszne jej błoto, kałuże i mżawki (włosy tak czy siak się puszą). 
Pomimo tego, że opis dotyczy mojej wizualnej strony, podobnie mogłabym określić to, co dzieje się w środku mnie. Staram śmiać się z tego, co nie do końca mi odpowiada, ale jednocześnie nie mam na to żadnego wpływu - ta umiejętność sprawdza się szczególnie podczas oglądania wiadomości na jednym z ogólnodostępnych kanałów TV. Prawie każdego dnia wstaję o 7. Przypuszczam, że z badań psychologicznych, socjologicznych (jak je zwał tak zwał) wynika, że powinnam się już do tego przyzwyczaić. Czuć się pełna energii i wypoczęta jak nigdy. Niestety, jestem tym wyjątkiem, który potwierdza regułę. Wstając przed 9, zawsze czuję się, jakby był środek nocy i ktoś siłą wyrywałby mnie z najprzyjemniejszego snu. Z pomocą, jak na wyjątek przystało, przychodzi mi nie filiżanka espresso, a czarnej herbaty. Kiedy już dobiegnę do dobrze znanego środka transportu kolejowego, jestem tak zadowolona z wygranego wyścigu, że wciąż lekko (mam nadzieję, że lekko) dysząc, słucham muzyki i powoli przestaję martwić się tym, że prawdopodobnie czeka mnie kilka nie za ciekawych godzin. W takie grudniowe dni z utęsknieniem czekam na powrót do domu, kiedy wreszcie będę mogła posiedzieć pod ciepłym kocykiem z kubkiem herbaty w ręku. 
Już tylko tydzień do Świąt! Czy Wam też zdarza się kupować świąteczne, niepraktyczne ozdoby tylko dlatego, że są takie urocze :D? Wciąż nie wiem, co zrobię z nowymi, ciężkimi, bombkami-dzwonkami, które chyba urwałyby choince całą gałąź, gdybym wpadła na pomysł zawieszenia ich na niej, ale jakoś tak ciepło mi na sercu, kiedy się budzę i na nie patrzę. Coś jest ze mną nie tak. Ewidentnie. 
Gdybym nie zdążyła z publikacją następnego posta... WESOŁYCH ŚWIĄT KOCHANI :)!










ph. my Mum 

Reserved coat | TK Maxx turtleneck, jeans (Lee) | Zalando shoes (Tamaris) | Mango bag